
Patrycja Wasielewska, kl. 2B
„Człowiek stał się dominującym gatunkiem na tej planecie dzięki dwóm podstawowym cechom. Jedną jest inteligencja. Drugą gotowość zabicia każdego, kto stanie mu na drodze.”
Stephen King „Komórka”
Koniec roku sprzyja rozmaitym podsumowaniom. Dla mnie stał się momentem papierowej przyjemności i odroczenia, z przyczyn naturalnych, tych mniej przyjemnych acz koniecznych czynności. Leżący stos przeczytanych książek i ten drugi, czekających na swą kolej aż krzyczy. Czas więc opisać w paru słowach te już skonsumowane.
Czy potraficie obyć się bez komórki? Potraficie zignorować dzwoniące, bądź brzęczące w kieszeni urządzenie? Czy dacie radę choćby przez godzinę, a może co odważniejsi przez parę godzin obyć się bez wirtualnego kontaktu z innymi ludźmi?
Ta mająca już 10 lat powieść stale nabiera na aktualności. Kingowski bohater zostaje ukazany w świecie, w którym dzięki sygnałowi przekazywanemu przez komórki ludzie zmieniają się w bezwolne zombi i dokonują nieludzkich wręcz czynów. Krew leje się zewsząd, trup ściele się gęsto. Ten puls wpływa jednak tylko na tych, którzy nieświadomi zagrożenia… odebrali komórkę.
Czy świat jest w stanie przetrwać w sytuacji, w której niemal każdy posiada ów elektroniczny gadżet? Chcąc przetrwać Clayton Riddell – autor komiksów, główny bohater powieści tuż po pulsie wyrusza w podróż z Bostonu, gdzie właśnie udało mu się sprzedać swój pierwszy komiks, do miejsca bezpiecznego. Jak łatwo się domyśleć King umiejscawia je w Kashwak, w stanie Maine. Długa droga pozwala mu na obserwowanie ewolucji zarażonych, którzy w początkowym okresie działali bezwolnie, z czasem jednak zaczęli się organizować, porozumiewać dzięki telekinezie i siać większe, bo zaplanowane spustoszenie, a ich przywódca Łachmaniarz potrafi nawet wdzierać się w sny bohaterów.
Czy w tak zmienionym świecie Clayton zdoła przetrwać i uratować najbliższych? Czy odnajdzie syna? Czy każdy telefon to potencjalne zagrożenie? Czy wreszcie dotknięci swoista epidemią agresji i nieprzewidywanego zachowania są straceni na zawsze?
Bardzo dynamiczna akcja pozwala nam szybko dotrzeć do ostatnich stronic książki. Jednak gdy się zastanowimy nie znajdziemy w niej opisów w jaki sposób próbowano zwalczać gadżetowych szaleńców, czy w ogóle próbowano to robić. Nie znajdziemy też odpowiedzi wskazującej wprost na pochodzenie, źródło owego Pulsu lub też filozoficznych rozważań dotyczących dziejącej się technologicznej apokalipsy. Znajdziemy za to sporo psychologicznych opisów wskazujących na to, że w tym trudnym czasie każdy może liczyć tylko na siebie. Dwuznaczne otwarte zakończenie sprawia, że książka na długo zapada w pamięć.
Czy przeczytawszy „Komórkę” zaczniesz nerwowo reagować na dźwięk dobiegający z kieszeni, torebki? Czy zastanowisz się choć przez chwilę nad sensem coraz szybciej uciekających w wirtualnym świecie chwil? Czy też może… a nie, to już zbyt prywatne myśli, które może i was najdą, gdy przeczytacie „Komórkę”.