
Patrycja Wasielewska, klasa 2B
Literatura wojenna i okupacyjna nie należy do moich ulubionych, jednak zachęcona filmową adaptacją sięgnęłam po „Azyl” Diane Ackerman napisany na podstawie pamiętników Antoniny Żabińskiej i dokumentów źródłowych. Zazwyczaj czynię odwrotnie, najpierw czytam książkę, a następnie sięgam po jego wizualizację. Mimo, iż film wywarł na mnie ogromne wrażenie, nie dawałam książce pełnego wotum zaufania. Pełna sceptycyzmu, bo co prawdziwego może napisać Amerykanka, która nie przeżyła tamtych czasów, usiadłam nad stronicami przenoszącymi mnie w czas gdy przyjaźnie polsko-żydowskie należały do jednych z najtrudniejszych.
Mając w pamięci „Zdążyć przed Panem Bogiem” Hanny Krall zastanawiałam się jak duży stopień znajomości życia okupowanej Warszawy będzie posiadała Amerykanka, która co prawda była w Polsce, ale po pierwsze, nie w czasie wojny, tylko po niej, a po drugie jako przedstawicielka innego narodu z pewnością nie miała bagażu wiedzy historycznej. I tu się myliłam. Wyłaniająca się z każdej niemal stronicy książki wiedza historyczna pisarki zaskakiwała mnie szczegółowością, jak się później dowiedziałam, wynikała ona bardzo skrupulatnej analizy źródeł archiwalnych, a także spotkań z uczestnikami opisywanych przez nią zdarzeń.
Jaka jest więc opowieść o losach Jana i Antoniny Żabińskich, małżeństwa kierującego warszawskim ZOO przed i w czasie wojny? Nie minę się z prawdą pisząc, że niezwykła. Sam rys postaci, wskazujący na głęboką empatię, szacunek dla wszelkich istot żywych zdaje się nas przenosić w świat „ludzi” w tym zdehumanizowanym czasie. Patrząc na Antoninę i jej męża widzimy wyjątkowo skromną parę, która nie dość, że opiekuje się ocalałymi zwierzętami, to jeszcze ratuje życie tym, którzy tego najbardziej potrzebują. Nie zważają przy tym na to, że za udział w organizacjach konspiracyjnych, może ucierpieć ich rodzina, w tym kilkuletni syn Rysio. Ich ZOO staje się więc azylem nie tylko dla ocalałych zwierząt, ale i wielu Żydów, jest też azylem dla resztek człowieczeństwa, mimo iż zostało ono „zamknięte” w zwierzęcych klatkach.
Niezwykle ciekawym w całej opowieści jest to, iż oprócz wątku skupionego wokół gospodarzy Azylu przyjmujących każdego w potrzebie, mamy okazję poznać wiele szczegółów z życia ówczesnej Warszawy, getta oraz samego powstania.
Pisząc z pozycji obcokrajowca Diane Ackerman stworzyła wspaniały przewodnik dla wszystkich laików nie tylko tych na świecie, ale i w Polsce, bo przecież dla współczesnego młodego człowieka okres wojny jest już tylko czasem, który poznajemy z książek. Ukazując ten niezwykły dom i jego „uzwierzęconych” mieszkańców (ukrywanym w piwnicach i klatkach zwierzęcych Żydom nadawano zwierzęce przezwiska) autorka uzyskuje zamierzony efekt – widzimy czasy śmierci, przeżywamy z bohaterami straszne chwile, ale bez wzbudzania zbędnego stanu grozy lecz przez pryzmat postaci pozytywnych wskazujących na to, że nawet w nieludzkich czasach można pozostać człowiekiem.
Powieść trąci odrobinę amerykańskością ze względu na to pojawiające się zalążki wszechobecnego w kinie amerykańskim dawnych lat, happy endu. Jednak mimo to zasługuje na polecenie. Dlaczego? Ponieważ poza ciekawie przedstawioną opowieścią, zawiera wiele interesujących informacji z czasów okupacji, informacji popartych źródłami, wspaniale wprowadza czytelnika w polskie realia, wręcz malowniczo przedstawia opisy zwierząt i ich zwyczajów.
Czy każdy może sięgnąć po tę książkę? Wydaje mi się, że jak do wielu lektur i do tej trzeba dojrzeć. Niewątpliwie jednak gdy już ktoś sięgnie po te 296 stron bestselleru z listy „New York Timesa” nie będzie zawiedziony.